W imieniu zwierząt i przyrody głosem adwokata

Z cyklu „Analiza orzecznictwa” – więź człowieka z psem jest dobrem osobistym

Karolina Kuszlewicz / 25 lutego 2019

Dziś chcę przedstawić Państwu wyrok wyjątkowy i dość przełomowy w myśleniu o zwierzętach, a z drugiej strony – jednak oparty na pewnych stereotypach myślowych, od których uważam, czas jest już odejść. Chodzi mianowicie o związek emocjonalny człowieka ze zwierzęciem. Czy taka więź może być dobrem chronionym prawnie? 

We wrześniu 2017r. Sąd Okręgowy w Krakowie rozpoznał sprawę dotyczącą zagryzienia jednego psa przez drugiego. Sytuacja przedstawiała się następująco: pies powoda znajdował się wraz z całą rodzina (ludzką jej częścią) na ogrodzonej posesji. Pies pozwanej, znajdował się na drodze publicznej, należał do osoby, która z zasady pozwalała mu na „luźne” spacerowanie, posesja była nieogrodzona. Pies z ogrodzonej posesji jednak się wydostał i został natychmiast zaatakowany przez drugiego psa. Opiekunka rzuciła się na ratunek swojemu psu, kiedy udało się jej go oswobodzić, wzięła na ręce zakrwawione zwierzę i po tym, jak zorganizowała opiekę nad swoimi dziećmi, pojechała do lecznicy weterynaryjnej, by pomóc psu.  Po kilku dniach walki o życie zwierzęcia, ostatecznie niestety zwierzę zmarło. Rodzina, do której pies „należał” (kobieta, mężczyzna, dwoje dzieci) odczuła tę stratę w sposób dojmujący, zwłaszcza, że towarzyszyli swojemu psiemu przyjacielowi w walce o życie, a zatem także w jego cierpieniu.

Sąd Okręgowy w Krakowie w wyroku z dnia 7 września 2017r., sygn. akt II Ca 1111/17 orzekł na rzecz rodziny zadośćuczynienie za doznaną krzywdę w kwocie 5000 zł.

Uznał, że więź emocjonalna, polegająca na wzajemnej przyjaźni człowieka ze zwierzęciem była dobrem osobistym tej osoby i dlatego jej naruszenie wymaga rekompensaty.

„Nie może ulegać wątpliwości, że pies uważany jest w społeczeństwie za zwierze szczególne, które towarzyszy człowiekowi. W potocznym odbiorze pies jest symbolem wierności i bezinteresownej przyjaźni, a lojalność i oddanie, jakie okazuje człowiekowi, stanowią część jego naturalnego instynktu, ściśle związanego z ludzkim poczuciem miłości i przyjaźni. Dlatego nie sposób kwestionować tego, że pomiędzy człowiekiem i psem mogą wytworzyć się szczególne relacje, oparte na wzajemnym przywiązaniu” – tak wskazał Sąd w uzasadnieniu wyroku.

Z moją psią przyjaciółką, Zirką.

Oczywiste jest, że powyższy wyrok ma istotne znaczenie, ponieważ poprzez potraktowanie zwierzęcia jako przyjaciela człowieka, uznaje w pewien pośredni sposób podmiotowość tego zwierzęcia. Bowiem w relacje wchodzą podmioty, a nie przedmioty. To jest zdecydowany krok w kierunku faktycznej dereifikacji zwierząt i choć nienazwane wprost to jednak uznanie, że istnieje coś takiego jak nieosobowa podmiotowość (innymi słowy, warunkiem koniecznym bycia podmiotem nie jest bycie człowiekiem).

Z drugiej jednak strony czytam ten wyrok również w sposób krytyczny. Wpisuje się on bowiem w stereotypowe myślenie o zwierzętach, jakoby pies był zwierzęciem wyjątkowym na tle innych zwierząt, tzn. jakoby inne zwierzęta np. świnia były mniej „wrażliwe” w relacjach, które tworzą.

Uderzające jest (choć też oczywiste na tle konstrukcji dóbr osobistych) jest to, że wartością chronioną prawnie jest relacja człowiek – zwierzę.

Innymi słowy niezbędnym kwantyfikatorem jest tu człowiek i relacja uznana jest za dobro osobiste dlatego, że odbywa się z udziałem człowieka.

Sąd w przejmujących słowach pisze o tym, w jak bliskie relacje wchodzić może pies z człowiekiem, ale z perspektywy prawnej, zdolność relacyjna tego psa ma wartość tylko dlatego, że mierzona jest w stosunku do człowieka. I to w związku ze szczególnym zwierzęciem, jak podkreśla Sąd. A co z innymi zwierzętami?

Należy zadać sobie także pytanie, w jaki sposób prawo chroni więź psa z psem albo świni ze swoim potomstwem? Czy relacje te są mniej bogate z psychicznego punktu widzenia tych zwierząt, czy są „płytsze”, tylko dlatego, że ich stroną nie jest człowiek? Nie sądzę, a nawet jestem przekonana, że tak nie jest. Nasze prawo jednak praktycznie milczy na temat ochrony relacji zwierząt między sobą, udając jakoby byłoby to możliwe tylko z udziałem jednego wybitnego gatunku – człowieka.

Tym samym wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie jest przełomowy i niezwykle istotny, bo otwiera kolejne szczeliny bardziej podmiotowego myślenia o zwierzętach, z drugiej strony na kanwie tej sprawy (ale nie z winy Sądu) ujawnia się skrajny antropcentryzm obowiązujących aktualnie konstrukcji prawnych, przejawiający się w tym, że owo bardziej podmiotowe myślenie o zwierzętach jest, owszem możliwe, ale tylko w relacji z człowiekiem. 

 

Tematy podobne


Komentarze

  1. Bardzo interesujący artykuł i orzeczenie. Prawo nie chroni więzi pomiędzy zwierzętami (a nawet pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem innym, niż domowe, niż pies, bo o podobnym orzeczeniu w sprawie kota nie słyszałam), ponieważ gdyby pojawiły się tego typu orzeczenia przemysł mięsny zbankrutowałby. Kto zresztą miałby być powodem w sprawie o ochronę dóbr osobistych, np. świni matki i jej potomstwa? Może należałoby wprowadzić instytucję kuratora dla zwierząt? Nie jesteśmy jednak na takim etapie rozwoju i wątpię, czy kiedykolwiek będziemy. A wzajemne relacje emocjonalne zwierząt mogą być nawet bogatsze niż ludzi, bo człowiek, w przeciwieństwie do zwierząt, sobie wiele rzeczy racjonalizuje, tłumi emocje, często stara się nimi nie kierować, nie zauważać ich.

    • Pani Edyto, cieszę się, że przedstawiona treść jest dla Pani interesująca, dziękuję za te słowa. Bardzo lubię zadawać pytania o zastany stan rzeczy i rozważać, czy nadal tak musi być? Oczywistym jest, że konstrukcja dóbr osobistych jest ściśle połączona z podmiotem ludzkim, ale fascynujące pytanie dotyczy tego, czy do wyobrażenia sobie jest na poziomie prawa podmiot pozaludzki? Moim zdaniem tak i nawet jeśli te rozważania brzmią dziś dość abstrakcyjnie, to warto je czynić. W wielu przypadkach wielkie zmiany zaczynały się od abstrakcyjnego pytania, podważającego utrwalony zastygły stan rzeczy. Jeśli bowiem dziś genetyka pozwala na mieszanie gatunków zwierząt, to znaczy, że utrwalone, uznane i opisane przez nas granice tego co gatunkowe ulegają zatarciu i na pewno wymagają nowego spojrzenia. Również na poziomie regulacyjnym będziemy musieli się z tym zmierzyć, choćby z powodu hybryd, chimer i wszelkich innych istot, powołanych do życia poprzez sztuczne zarządzanie komórkami. Ale oczywiście zgadzam się z Panią, że moralnie nie jesteśmy jeszcze na etapie rozwoju, w którym możemy dostrzec podmiotowość (choć nieosobową) zwierząt. Warto jednak już dziś ćwiczyć się w myśleniu o tym. I tak, zgadzam się z Pani koncepcją, że warunkiem ochrony interesów zwierząt jest ich formalny przedstawiciel: kurator, rzecznik, pełnomocnik. Wszystko przed nami, a tymczasem bardzo dziękuję za naprawdę ciekawy komentarz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.