W imieniu zwierząt i przyrody głosem adwokata

Ratowanie krów przed zabiciem – dzień kolejny

Karolina Kuszlewicz / 8 maja 2019

Od 3 dni walczymy z grupą niesamowitych zaangażowanych ludzi, w zasadzie bez ustanku o życie ponad 180 krów (wcześniej była mowa o 170, ale liczba ta się zwiększyła po dokładnym zweryfikowaniu). I choć sprawa jest trudna, a początkowo wydawała się beznadziejna, już dziś możemy mówić o pewnym precedensie. Otóż w ciągu 48 godzin udało się znaleźć potencjalne miejsca do dobrego, bezpiecznego życia dla wszystkich tych zwierząt. Ba! Deklarowanych miejsc jest więcej – dla pół tysiąca krów. Ale to nie koniec drogi, teraz trzeba przekonać organy weterynaryjne, by zwierząt nie zabijać. 

Jak to się stało? Kilka dni temu zaczęliśmy działać (Polskie Towarzystwo Etyczne, Fundacja Lex Nowa, Otoz Animals, Fundacja Międzynarodowych Ruch na rzecz zwierząt Vica, stowarzyszenie Arka dla Zwierząt i wiele wiele innych). Wiedzieliśmy, że w sprawie „wolnych krów” znad Warty zapadła decyzja Powiatowego Lekarza Weterynarii, nakazująca uśmiercenie tych zwierząt. Podyktowana ona była względami bezpieczeństwa żywności i zdrowia innych zwierząt. Pierwotny właściciel zwierząt zaniedbał je bowiem w zakresie opieki weterynaryjnej (i w ogóle opieki). Zaczęły żyć samodzielnie, rozmnażać się, paść się na nadwarciańskich łąkach. Trwało to latami. Inspekcja Weterynaryjna nie mogąc zdyscyplinować właściciela, by wyrobił dokumentację weterynaryjną i oznakowanie zwierząt, w końcu zdecydowała się na ten najbardziej drastyczny krok, czyli nakaz ich zabicia. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy – powiedzieliśmy sobie, że historia tych zwierząt nie może się tak skończyć!

Naprawdę dojmujące, ale i absurdalne jest odbieranie im życia tylko dlatego, że człowiek dopuścił się wobec nich zaniedbań. Takie zwierzęta potrzebują pomocy, a nie zabicia! Zaczęliśmy działać. 

Dziewczyny – Ela Radzikowska i Olka Knotz (z Otwartych Klatek) pojechały w niedzielę na miejsce, gdzie krowy zostały już ogrodzone i oczekiwały na wyrok. Zrobiły im zdjęcia. Widać na nich szczęśliwe zwierzęta, tylko dwie ze wszystkich krów były wychudzone. To prawda, żyły poza systemem weterynaryjnym, ale były i wciąż są z pewnością dużo szczęśliwszymi zwierzętami niż te trzymane w przemysłowej hodowli. Jak często można jeszcze zobaczyć taki widok jak poniżej, gdzie maluch beztrosko ssie matkę, ona jest przy nim, otacza go opieką, wychowuje, nikt ich brutalnie nie rozdziela? Te krowy nie były ofiarami sztucznej inseminacji ani produktami mięsnymi. Były półdzikimi zwierzętami, które żyły na swoich warunkach, bo człowiek nie zapewnił im innych. Były poza systemem, a teraz mają być przez system zabite.

Marcin Gerwin i Robert Jurszo napisali na ten temat artykułu interwencyjne, które spowodowały, że tematem zainteresowała się niemal cała Polska. Pomyśleliśmy, że musimy poszukać alternatywnego rozwiązania i zawalczyć o życie tych zwierząt. Stała się rzecz niesamowita, bo w 48 godzin do Stowarzyszenia Arka dla Zwierząt zgłosiło się tak wiele osób, gotowych dać tym krowom nowy bezpieczny dom – że dziś mamy gwarancję łącznie 500 miejsc dla krów, czyli niemal 3 razy więcej niż potrzebowaliśmy,

My z kolei z profesorem Andrzejem Elżanowskim przystąpiliśmy do działań na poziomie formalnym. Zwróciliśmy się z wnioskiem o wstrzymanie wykonania decyzji z uwagi na pojawienie się nowych okoliczności w sprawie, m.in. istnienia miejsc, które mogą przyjąć krowy na utrzymanie, gwarantujących, że nigdy nie zostaną zabite na mięso oraz nie będą rozmnażane. Dotarliśmy również do wyroku sądu karnego w sprawie o znęcania się nad zwierzętami. Okazuje się, że sąd skazał właściciela zwierząt, ale nie orzekł ich przepadku, za to nakazał właścicielowi – wykonanie decyzji o zabiciu zwierząt. Przyznam jeszcze, że nie widziałam jeszcze tak sprzecznej z istotą ustawy o ochronie zwierząt konstrukcji, gdzie w postępowaniu o ochronę zwierząt, sąd orzeka ich zabicie…

Mamy więc domy dla zwierząt, ale batalia prawno – formalna trwa. Jest trudna, ale będziemy starali się uporządkować tę sprawę, by zapewnić krowom bezpieczne życie, a jednocześnie zachować bezpieczeństwo weterynaryjne. Mamy nadzieję na otwartość Inspekcji Weterynaryjnej, bowiem chyba nikt nie chce tak naprawdę, żeby tym zwierzętom odebrane zostało życie.

Zachęcam do podpisania petycji skierowanej do Głównego Lekarza Weterynarii

https://secure.avaaz.org/pl/community_petitions/G_Zapewnienie_dobrego_zycia_dla_stada_wolnych_krow_z_gminy_Deszczno/?fbclid=IwAR00ckdmECaOlcJtgdszopHhPrUdThQ7F42d0ihflm0o3J7yJjFWE8uIeYg

 

Tematy podobne


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.