W imieniu zwierząt i przyrody głosem adwokata

To jest wpis o tym, że nie zawsze wszystko mi wychodzi

Karolina Kuszlewicz / 8 marca 2020

Chcę dziś podzielić się wpisem nieco bardziej osobistym niż zazwyczaj. O tym, że nie zawsze wszystko mi wychodzi. Postanowiłam napisać go z okazji Dnia Kobiet, będąc przekonana, że to, co możemy dać sobie najlepszego to wsparcie, poczucie solidarności i zapewnienie, że to, co robi każdy i każda z nas jest ważne. I że bycie sprawczą nie wyklucza przeżywania chwil słabości. Ja także je mam.

W ruchu na rzecz zwierząt większość osób działających to kobiety. Kobiety o harcie ducha tak dużym, że czasem mnie to zadziwia, iż w jednym człowieku może zmieścić się tyle determinacji. Ów hart ducha i wrażliwość to wspólny mianownik nas wszystkich, tych, które działają dla zmiany. Poza tym w bardzo wielu obszarach się różnimy. Niektóre z nas są aktywistkami ulicznymi, inne prawniczkami. Niektóre są przebojowe i głośne, inne raczej pracują analitycznie i bywają nieśmiałe. Dla jednych to praca zawodowa, dla innych praca po godzinach. Część ma emocje na wierzchu, część trzyma je na wodzy.

Łączy nas jednak coś jeszcze. Wszystkie odnosimy sukcesy i zaliczamy porażki. 

Bardzo często słyszę podczas moich wystąpień dotyczących praw zwierząt, że jestem „nadzieją”, że robię „rzeczy przełomowe”, a nawet, że jestem „inspiracją” i „wzorem”. To wszystko jest bardzo miłe i wzmacniające (choć jednocześnie też zobowiązujące).

Ale chcę przy tym wyraźnie podkreślić: my wszystkie razem jesteśmy nadzieją, robimy rzeczy przełomowe i możemy być dla siebie wzajemnie inspiracją. Wszystkie i wszyscy, którzy działamy na rzecz zmiany.

Praca, którą wykonuję na rzecz zmian systemowych dla zwierząt i obecności tego tematu w debacie publicznej, nie byłaby możliwa bez Was, działaczki i działacze w całej Polsce. Ten wpis jest dla Was, bo wiem, że tak jak i ja – czasem zwyciężacie, a czasem przegrywacie. Czasem jest radość, a czasem jest bardzo trudno. Chcę, byście wiedziały i wiedzieli, że i u mnie poza dobrze klikającymi się sukcesami, jest też trudna strona, w której ponoszę porażki, bo… jestem człowiekiem.

Nie zawsze wszystko mi wychodzi. Są sprawy, których finał wygląda inaczej, niż bym sobie tego życzyła, choć włożyłam w nie mnóstwo pracy. Bywają godziny i dni pełne frustracji, że system nie działa, że tak dużo jest wciąż niezrozumienia w obszarze ochrony istot innych gatunków. Nieuwzględnione wnioski dowodowe, godziny spędzone nad aktami pełnymi dowodów okrucieństwa i wyrok, który jest kompletnie nieadekwatny do skali wyrządzonej krzywdy. Projekty, które na początku wyglądały obiecująco, ale w końcu się rozmyły, nic z nich nie wyszło. Partnerzy do współpracy deklarujący zaangażowanie i rozpływający się po kilku tygodniach. Dziesiątki maili i telefonów z prośbą o pomoc, choć niemożliwe jest jej udzielenie w każdym przypadku. Wieczny niedoczas. Poczucie przytłoczenia, zmęczenia, niekończącej się drogi. Znacie to?

To także część mojej pracy, choć może się czasem wydawać, że idę „taranem”. Tak, ja także czasem nie daję rady.

Wierzę jednak, że każdy krok ma znaczenie, ponieważ podnoszenie poziomu ochrony zwierząt to proces. Są więc wzloty i upadki. Te upadki w mojej ocenie są niezbędną częścią procesu zmiany. Przez pierwsze 6 lat prowadzenia sprawy sądowej dotyczącej znęcania się nad karpiami przegrywałam wszystko. Prokuratura odmówiła prowadzenia postępowania. Wniosłyśmy subsydiarny akt oskarżenia, ale sąd uniewinnił oskarżonych. Złożyłyśmy apelację, ale sąd ją oddalił. Prawomocna przegrana. A potem poszłyśmy do Sądu Najwyższego z kasacją i tam wy-gra-ły-śmy! Ten wyrok, uzyskany przed Sądem Najwyższym ma ważne znaczenie nie tylko dla ochrony karpi, ale w ogóle dla wszystkich zwierząt. Nakazuje bowiem interpretację ustawy na korzyść zwierząt. Gdyby nie wcześniejsze porażki, nie miałabym okazji wnieść tej kasacji i uzyskać wyroku Sądu Najwyższego, solidnie stojącego po stronie zwierząt.

Siłaczki mają także prawo do słabości i do błędów. Nie musimy być zawsze pełne odwagi, mamy prawo się bać – wtedy moim zdaniem rodzi się przestrzeń na świadomą odwagę w miejsce chwilowej brawury. Mamy prawo odmówić, kiedy czujemy, że za dużo już dźwigamy. Mamy prawo do oddechu, kiedy przytłacza nas stres. Ja, Ty, ona, on, każdy i każda z nas.

Zmieniając świat dla zwierząt podejmujemy ryzyko. Ryzyko niewiadomej. Nie wiemy, co wyniknie z naszych działań, choć mamy swoje założenia. Jak pisze Rececca Solnit działacze i działaczki „muszą umieć dostrzec, że zwycięstwa mogą nadejść raczej w postaci subtelnych, złożonych i powolnych zmian, a mimo to pozostawać zwycięstwami. Umiejętność godzenia się z paradoksami to bowiem nieodzowne narzędzie każdego działacza i działaczki” („Nadzieja w mroku” s. 57).

Jesteśmy wizjonerkami i wizjonerami, nic dziwnego, że droga jest kręta i czasem trzeba zawrócić, by móc znowu ruszyć do przodu. Dbajmy o siebie nawzajem, nie niszczmy się oczekiwaniami, że zawsze się uda. Bądźmy dla siebie ludzkie i ludzcy.

Na zdjęciu mewa, którą w maju zeszłego roku znalazłam wycieńczoną na plaży. Ktoś ją tak oznaczył, dzięki temu ja mogłam ją dostrzec. Wezwałam pomoc i czekałam w pobliżu na jej przybycie. Mewa była już bardzo zmęczona, nawet nie próbowała stawiać oporu podczas chwytania do klatki. Nie wiem, czy udało się ją uratować, ale wiem, że bez otwarcia się na ryzyko, nie ma szans na sukces.

Tematy podobne


Pozostaw odpowiedź Anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.