W imieniu zwierząt i przyrody głosem adwokata

Siła oparta na wrażliwości (także w stosunku do siebie) zamiast siły opartej na tyranii

Karolina Kuszlewicz / 26 kwietnia 2020

„Regularnie wycofywać się ze świata i chronić gdzieś na uboczu, by ufnie oddawać się mocom wyobraźni i marzeniom”. Tak pisze Mona Chollet w książce „Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet”, wyd. Karakter. Ten fragment zainspirował mnie do nazwania kilku kwestii związanych z działaniami na rzecz zwierząt i przyrody, a także z prawniczkami – buntowniczkami.

Kilka słów o samej książce. M. Chollet przeprowadza w niej analizę „polowań na czarownice” jako zjawiska historycznego, mającego swoje społeczne przyczyny i konsekwencje. Z tego barbarzyńskiego, skrajnie okrutnego, systemowego procederu czyni opowieść opartą na faktach i danych. W ten sposób przywraca tę mroczną część historii, która przez lata sprowadzana była do lekkich, odległych i niedookreślonych niczym mity i legendy, opowiastek. To nie są jednak żadne historyjki, lecz jeden z przejawów strukturalnego wykluczania kobiet, trwającego przez stulecia. M. Chollet pisze jednak także o „niezwyciężonej sile kobiet”, ich sile czynienia zmian, pozostawaniu w połączeniu z naturą, budowaniu wspólnot samopomocowych i heroicznej walce o swoją tożsamość, mimo prób jej zamazania. Dużo wątków z tej książki przystaje także do naszej rzeczywistości. Dziś o tym, że kobiety – buntowniczki także potrzebują odpoczywać. 

Jakkolwiek ponuro może to zabrzmieć w czasie pandemii, wycofywanie się ze świata jest moją najważniejszą „praktyką magiczną” od lat. Dopiero po 30 – tce zaczęłam rzeczywiście poznawać siebie taką jestem, a nie taką jaką chciałabym być. Nauczyłam się już o sobie tego, że mój temperament ma mniej więcej tyle samo części ekstrawertycznej, przebojowej i liderskiej, co części wycofanej, potrzebującej się schować w cichym, bezpiecznym kawałku siebie.

Trudno było mi to przez lata dostrzec, bo kultura masowa promuje raczej tę przebojowość.

„Jesteś zmieniaczką świata?” – pyta natarczywie z każdej możliwej strony.

„To rób, działaj, nie odmawiaj, gdy dzieje się coś ważnego, bądź zawsze gotowa, idź w to jak w ogień, bo masz moc, umiesz to robisz, jesteś skuteczna, jesteś potrzebna!”. „Ale z Ciebie petarda!” itd. (Swoją drogą, samo przypisywanie komuś zdolności zmieniania świata jest zarówno osaczające, jak i wielkościowe. Bliższe jest mi mówienie o tym, że mam wpływ. Korzystam ze swej możliwości wywierania wpływu, bo nie chcę biernie godzić się na to, co uznaję za niesłuszne).

Tak, umiem wejść w ogień i potrafię być w nim skuteczna. Nawet bardzo. Kiedy mam cel, staję w obronie ważnych dla mnie wartości, jestem skoncentrowana na nim na najwyższym poziomie, w zasadzie niemożliwa do rozproszenia. Idę śmiało, odważnie i profesjonalnie, bo wiem, po co idę: po życie i zdrowie innych czujących istot, które ktoś depcze. Moja niezgoda na to jest nienegocjowalna.

Ale naturalnie płacę też za to cenę – spalam się w tym ogniu walki, czasem naprawdę trudnej, wymagającej dużego wysiłku.  Stawianie czoła głupocie, ignorującej fakty i dorobek nauki (negującej katastrofę klimatyczną i wciąż dążącej do większej eksploatacji przyrody), skostniałej, konserwatywnej strukturze instytucji i prawa (wciąż wykluczającego zwierzęta innych gatunków) wymaga poświęcenia dużej ilości energii. Potem potrzebuję regeneracji w moim świecie spokoju, wycofania, zejścia wgłąb siebie, zamiast wychodzenia z sobą na zewnątrz. Lasu. Dawania sobie uwagi  zamiast dawania jej na zewnątrz. Opiekowania się swoją dużą wrażliwością zamiast czynienia z niej użytku (w ratowaniu innych).

Czy to „schronienie się gdzieś na uboczu”, o którym pisze M. Chollet oznacza, że boję się swoich przeciwników? Nie, nie boję się. Naprawdę trudno bać się tych, którzy główne swoje argumenty opierają na tym, że jestem kobietą i powinnam „wrócić do garów zamiast zajmować się prawem” (panowie, tym mnie akurat wzmacniacie). Piszę „panowie”, ponieważ komentarze zwykle płyną z tej strony. Przykładem są te zamieszczone poniżej, „wybitne”, będące „odpowiedzią” na mój sprzeciw wobec zmiany prawa, polegającej na legalizacji zabierania dzieci na polowania. Swoją drogą, cóż za zbieżność językowa z tymi polowaniami w kontekście książki M. Chollet…

Jak pisze M. Chollet: „gloryfikowany przez nas rozum, często nie jest aż tak rozumny, podobnie jak nasz podszyty agresją stosunek do natury, do którego tak przywykliśmy, że już go nawet nie zauważamy, od dawna są kwestionowane, a dziś staje się to sprawą pilniejszą niż kiedykolwiek”. Eksploatacja zwierząt i dewastacja przyrody wciąż dumnie paradują pod rękę z mizoginią , zapominając jednak, że „pycha kroczy przed upadkiem”.

Wycofanie się na chwilę nie oznacza strachu czy rezygnacji, lecz mądrość w zbieraniu sił, z zachowaniem szacunku do siebie.

Każdego dnia dostaję od kilku do kilkunastu próśb o pomoc, bądź prób zainteresowania mnie jakimś tematem. I tutaj także odbyłam ważną lekcję w chronieniu swojej części, która potrzebuje mieć przestrzeń na oddech: każda osoba ma prawo mnie pytać, ale ja też mam swoje prawa – np. prawo nie odpowiadać.

Jak pisze R. Solnit w książce Nadzieja w mroku: „umiejętność godzenia się z paradoksami to nieodzowne narzędzie każdego działacza i działaczki”.

Dbanie o swoje wewnętrzne delikatności nie oznacza, że nie jesteśmy twardzielkami. Nasza wrażliwość jest bowiem naszą siłą. To na niej budujemy ruch na rzecz praw zwierząt i współistnienia z przyrodą. Konserwatywne, patriarchalne myślenie, odrywające wrażliwość od profesjonalizmu, a wewnętrzną delikatność od zewnętrznej siły jest przestarzałe i nieprawdziwe. To jedynie konstrukt, by wmówić tym, którzy chcą działać na rzecz zmian, że to co robią, nie ma szans mieć wpływu na rzeczywistość jako, że „jest zbyt emocjonalne”.

Wrażliwość jest siłą, ale wymaga też ochrony.

Ps. Ten tekst szczególnie dedykuję przyszłym prawniczkom bądź tym, które już dziś nimi są, ale wątpią w swoją drogę, ponieważ są „zbyt wrażliwe”. Spójrzcie na swoją wrażliwość jak na jedną z cech, które pozwalają często więcej zaobserwować, dostrzec nieoczywiste zależności. To niezwykle ważne w zawodach prawniczych. Nie dajcie sobie wmówić, że nie ma w nich miejsca na osoby, które potrzebują się czasem wycofać po swój oddech. Nie jesteście przez to słabsze! To Wasza mądrość organizmu. Czas zwolenników statusu quo, przywiązanych całe życie do jednego punktu widzenia, naprawdę dobiega końca, z jednej prostej przyczyny – bo się nie sprawdził i doprowadził nas na skraj katastrofy.

Wyzwania, przed którymi stoi świat potrzebują odważnych a zarazem wrażliwych ludzi. Takich, którzy nie wstydzą się reagować. Takich, którzy nie boją się nazwać dosadnie rzeczy po imieniu i nie chowają się za paragrafami, lecz wypełniają je treściami o nowych jakościach. Przełamują schematy zamiast w nich biernie trwać. Jak pisze M. Chollet: ” możliwe jest istnienie i rozwijanie się poza ramami [utrwalonych modeli, przypis KK] (…) wbrew temu, do czego chce nas przekonać podstępnie zawstydzający dyskurs, jeśli zejdziemy z utartego szlaku, na skraju lasu nie czeka nas potępienie”.

Zamiast szkoły czarownic potrzebujemy dziś szkołę prawniczek – buntowniczek!

(niech to będzie zapowiedź pewnych planów 💚❤💚).

Ps. 2. Uprzedzając potencjalne pytania związane z tym, że piszę po książkach. Tak, robię to. Świętością jest dla mnie studiowanie książek, a nie ich posiadanie.

 

Tematy podobne


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.